HISTORIA LEGIONÓW

Jaka była rola Józefa Piłsudskiego oraz Legionów w odzyskaniu przez Polskę niepodległości? Czy istnieje jeden punkt widzenia na wydarzenia lat 1914-1918? Na ile sposobów można opowiedzieć tę samą historię?

Zapraszamy do zapoznania się z wielogłosową opowieścią o Legionach. Historie legionowe opowiadają członkowie rodzin, których bliscy walczyli o niepodległość Polski, pamiątki – niemi świadkowie wydarzeń, historycy przy pomocy „pióra” i źródeł oraz fotografie, na których utrwalony został świat widziany oczami legionistów.

Śledź z nami polską drogę do niepodległości. Co miesiąc nowa dawka informacji o wydarzeniach sprzed stu lat!

Historia Legionów powrót

Kowel – mała „Rzeczpospolita” na zapleczu

Wkroczenie piechoty do Kowla, z serii I: I Brygada J. Piłsudskiego, ok. 1916 r., ze zbiorów Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, nr inw. MJP/7773/6.

W pewnym okresie Kowel można uznać za nieformalną stolicę Legionów Polskich. Było to drugie tak duże miasto napotkane przez nasze oddziały w drodze do wolnej Polski. To w nim legioniści mogli poczuć się naprawdę wolni, mieli czas na odpoczynek, rozrywkę, czy chociażby nawiązanie kontaktu z rodziną. Całe miasto było do dyspozycji legunów.

Jesienią 1915 r. w szeregach polskiej irredenty zrodziła się nadzieja na objęcie kursu marszowego na Wilno. Przyszły jednak inne rozkazy – marsz na Wołyń. Przyjęto je z pewnym niezadowoleniem, a najbliższe miesiące miały pokazać, że ta odsłona legionowej walki o Polskę była tą najkrwawszą. Oddziały I Brygady Legionów Polskich dostały rozkaz zabezpieczenia ważnego strategicznie węzła kolejowego Kowel-Maniewicze-Czartorysk-Sarny. Zwiad informował o dużych jednostkach rosyjskich, które próbują odciąć miasto od innych oddziałów walczących na froncie po stronie państw centralnych. I Brygada miała oczyścić rejony leżące na północny-wschód od Kowla z kozaków i Turkmenów. Front oparł się na Stochodzie. Opuszczony przez Rosjan Kowel zajęto 6 września 1915 r. Miasto to od początku odgrywało ważną rolę na szlaku bojowym Legionów. Tu chociażby 14 września 1915 r. Józef Piłsudski przeprowadził odprawę, na której wyrażono sprzeciw wobec faktu objęcia dowództwa nad całością Legionów przez gen. Karola Trzaska-Durskiego [M. Klimecki, Na Wołyniu [w:] Legenda Legionów, Warszawa 2008].

W mieście swoją administrację zorganizowały wszystkie stacjonujące w nim pułki legionowe. Najczęściej ich sztaby przejmowały budynki porosyjskich wojskowych. Na dworcu kolejowym usytuowano ekspozyturę prowiantu pułkowego. Z tych to powodów można uznać Kowel za swego rodzaju drugą nieformalną stolicę odradzającego się Wojska Polskiego. Pierwszą były Kielce, zajęte przez oddziały Pierwszej Kompanii Kadrowej 12 sierpnia 1914 r., gdzie także był czas, gdy oddziały strzeleckie dominowały w mieście.

Bezkrwawe zajęcie Kowla było zaskoczeniem, ponieważ jeszcze dzień wcześniej do oddziałów liniowych docierały wieści, iż w jego pobliżu znajdują się oddziały kozaków, wspierane przez dragonów. Przygotowywano się na zdobycie go w walce. Wacław Lipiński wspomina: „Kozacy podobno dostali się przez pińskie błota i atakują Kowel. Jest ich cała brygada i prócz tego dywizja dragonów” [W. Lipiński, Szlakiem I Brygady, Warszawa 1935]. Podobnie wspomina sytuację Felicjan Sławoj Składkowski: „Wszyscy Austrjacy mówią tylko o kozakach, czerkiesach, dragonach i tym podobnych formacjach konnych. Podobno Moskale są już na zachód od Kowla i napadają na małe oddziałki i transporty” [S. Składkowski, Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1935].

W trakcie marszu do miasta zdarzyła się zabawna z dzisiejszej perspektywy pomyłka. Otóż po drodze do Kowla leży wieś o nazwie Koszary. Droga do celu przez ciemne lasy dłużyła się. Ktoś z pierwszych maszerujących wykrzyknął nazwę wsi, a następne pododdziały z radością przyjęły wiadomość myśląc, że chodzi o koszary wojskowe w Kowlu. Tym czasem była to dopiero połowa drogi do celu. Tak wspomina tę pomyłkę Sławoj Składkowski: „O zmroku z nasypu kolejowego widzimy jakieś światła i mówią nam, że to <koszary>. Chwila nadziei, że to już koszary w Kowlu i cel naszej podróży. Niestety, <Koszary>, to nazwa wsi, leżącej w lesie po obu stronach plantu kolejowego, w połowie drogi między Maciejowem, a Kowlem”. [S. Składkowski, Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1935]

Pierwsze wrażenie na legionistach, jakie zrobiło miasto, to jego rozmiary. Była to jedna z większych napotkanych przez nich miejscowości. W tamtym okresie mogła liczyć kilka tysięcy mieszkańców, głównie żydowskiego pochodzenia. Wacław Lipiński opisał ją tak: „Kowel – dość duże miasto – z małemi, parterowemi domkami, brudne, żydowskie, nie przedstawia się zbyt sympatycznie. Przede wszystkiem moc Żydów. Rzadko się trafia jakiś porządniejszy sklep. W mieście wiary pełno” [W. Lipiński, Szlakiem I Brygady, Warszawa 1935]. Sławoj Składkowski z kolei wspomina: „Miasto jest piekielnie duże, jak na nasze skromne, choć waleczne siły. Na pierwszy rzut oka życie miasta przedstawia się normalnie: w oknach domów – światła, niektóre sklepy pootwierane, ludność chodzi swobodnie po ulicy. Chłopcy nasi obiecują sobie wiele na widok przechodzących dziewcząt”. I dalej: „Samo miasto o domach przeważnie drewnianych, szeroko rozrzuconych ma wygląd wybitnie rosyjski. Ulice brukowane kociemi łbami, szerokie i długie, bez końca. Rzeka Turja, brudna i błotnista płynie środkiem miasta. Miasto jest wydłużone z zachodu na wschód (…)”. [S. Składkowski, Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1935]

Miasto było strategicznym miejscem na mapie walk wszystkich trzech brygad na Wołyniu, głównie pod Kostiuchnówką. Tu znajdował się ich punkt zborny, stąd wyruszano dalej na wschód i tu można było otrzymać zaopatrzenie, przyjechać na rekonwalescencję, czy skorzystać chociażby z pralni oraz łaźni.  Dla legionistów chyba najważniejsze było to, że mogli tu po prostu odpocząć.  Niejednokrotnie zdarzały się przypadki nieograniczonego korzystania z tego przywileju, a to skutkowało pewnymi kłopotami. Michał Brzęk-Osiński, podkomendny Władysława Beliny Prażmowskiego, któregoś dnia po zakrapianej zabawie, przebywając w Kowlu spoliczkował oficera austriackiego. Postępek ten tłumaczył tak: „Zasadniczo spowodowało ją nadużycie alkoholu. Bo, że nie wylewaliśmy za kołnierz w Kowlu to fakt. Ale czymże wypełnić czas wolny od służby w takiej brudnej, zażydzonej mieścinie, jaką przedstawiał ówczesny przyfrontowy Kowel? Całą jego atrakcję stanowiła jedyna licząca się <cukiernia>, prowadzona przez dwie przystojne Żydóweczki i zakamuflowany za nią oficerski burdelik” [M. T. Brzęk-Osiński, Ze wspomnień legionisty i piłsudczyka 1905-1939, Warszawa 2003]. Nuda doskwierała wielu: „Siedzimy dzisiaj w Kowlu. Dzień przeszedł nudnie, gdyż przez cały prawie czas padał przykry kapuśniaczek (…). Pożyczyłem sobie wczoraj Orzeszkową w obawie przed piekielnymi nudami (…)”. [W. Lipiński, Szlakiem I Brygady, Warszawa 1935]

Poza odpoczynkiem, czytaniem książek i spożywaniem napojów wyskokowych, w Kowlu była dostępna jeszcze jedna „rozrywka”. Po odejściu z miasta wojsk rosyjskich, pozostawili oni po sobie mnóstwo nieoficjalnych domów publicznych, obok tych działających już jawnie. Legioniści, w większości młodzi mężczyźni, zgodnie z męską naturą zapragnęli odwiedzin kilku z nich. Jak ujął to znany już nam Sławoj Składkowski „Powiał jakiś <wiatr seksualny>(…)”. Praktyki te zaowocowały rzecz jasna chorobami wenerycznymi, które nawet w tak dużym mieście trudno było zwalczać. Początkowo wygłaszano wśród żołnierzy odczyty mówiące o szkodliwości tejże choroby, ale niewiele przyniosło to pożytku. Następnym krokiem było skierowanie pisma z prośbą o: „scentralizowanie nadzoru nad prostytucją w mieście Kowlu”. [S. Składkowski, Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1935]

W początkowej fazie stacjonowania polskich żołnierzy w Kowlu poczęły się pojawiać informacje, jakoby w mieście panowała cholera. „Cholera!!... Przybyła do nas co prawda oczekiwana, lecz mimo to nagle i niespodziewanie” -  pisze Wacław Lipiński [W. Lipiński, Szlakiem I Brygady, Warszawa 1935]. Według niego miało paść nawet kilka ofiar. Takie pogłoski starał się dementować Sławoj Składkowski: „Twarze tych <cholerycznych> chorych, na szczęście, wyglądają nieźle. Dostają po 10 kropel opium i – odmarsz”. [S. Składkowski, Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1935]

Do wymienionych dolegliwości frontowych doliczyć należy rannych i poszkodowanych na froncie. Sama sieć szpitali przedstawiała się dość kiepsko. Podczas całego okresu walk Legionów Polskich powstało ponad 30 miejsc, gdzie można było poddać się rekonwalescencji. Były one jednak rozlokowane w różnych częściach ziem polskich (a nawet poza nimi), co utrudniało transport pacjenta do miejsca leczenia oraz ewentualny szybki powrót na front [J. Cisek, M. Cisek, Legionowe szpitale i kolonie dla rekonwalescentów]. Według dra Emila Bobrowskiego rannych i chorych legionistów, którzy byli rozproszeni po szpitalach austriackich, traktowano źle i chciano ich jak najszybciej wysłać do dalszej walki nie udzielając odpowiedniej pomocy. 

Najbliższy szpital dla frontu wołyńskiego znajdował się w Lublinie, ale miał tylko 500 łóżek. Inne miejsca leczenia legionistów przy szpitalach Czerwonego Krzyża, które można zaliczyć do tych o wysokim standardzie, znajdowały się w Radomiu, Krynicy i Nowym Sączu. Szpitale o nieco niższym poziomie usług medycznych były w Krakowie, Nowym Targu i Rabce. To wszystko zaowocowało powstaniem Szpitala Rezerwowego w Kowlu, przydzielonego z dniem 1 października 1916 r. przez dowódcę 4 Armii do wyłącznego użytku Legionów Polskich. W szpitalu tym znajdowała się sala obserwacyjna, osobne pomieszczenia dla chorych na cholerę, czerwonkę, dur brzuszny i osobne dla chorych na dur plamisty i powrotny, dżumę i ospę. Znajdował się on w opuszczonym, ale dobrze do tego przygotowanym budynku z salami mającymi okna na przestrzał. W pobliżu była studnia. Samą potrzebę organizacji szpitala zauważył i forsował Sławoj Składkowski: „(…) rozpraszanie chorych i rannych odbywa się już w Kowlu. Należałoby więc pierwszy szpital legjonowy przesunąć bliżej frontu”. [S. Składkowski, Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1935]

Odniesienia do Kowla znajdziemy w wielu pamiętnikach. Wyłączając pamiętnik  Składkowskiego, najczęściej są to zazwyczaj pojedyncze zdania, wzmianki, czy anegdotki. Nie zachował się szerszy opis tego, co w opisywanym mieście się działo. Wiemy natomiast, że miało ono ogromne dla Legionów znaczenie: „W Kowlu i okolicy powstaje <Rzeczpospolita Polska>, tak jak rok temu w Kielcach, gdyż Austrjacy opuszczają nas i cała stacjonowana tu grupa Glazera odchodzi w tych dniach do Łucka” [S. Składkowski, Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1935]. Do tego należy dodać, że językiem urzędowym w mieście był polski. Podsumowując: miasto Kowel było miejscem stacjonowania wszystkich brygad Legionów Polskich i ich administracji, miało szpital przeznaczony wyłącznie dla legionistów, dominował w nim język polski – wszystko to daje podstawy do określenia go mianem małej „Rzeczypospolitej”.

Bibliografia

  • M. T. Brzęk-Osiński, Ze wspomnień legionisty i piłsudczyka 1905-1939, Warszawa 2003
  • J. Cisek, M. Cisek, Legionowe szpitale i kolonie dla rekonwalescentów, http://mjp.najlepszemedia.pl/sites/default/files/legiony-artykuly/legion....
  • M. Klimecki, Na Wołyniu [w:] Legenda legionów, Warszawa 2008
  • W. Lipiński, Szlakiem I Brygady, Warszawa 1935
  • Najważniejsze przepisy sanitarne dla Legionów, Kraków 1914
  • S. Składkowski, Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1935
Autor: Adam S. Lewandowski

Ranni pod Stobychwą z 1 pułku ułanów w szpitalu polowym w Kowlu, ze zbiorów Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, nr inw. MJP/52/61/10

Marsz 4 pułku piechoty pod Kowel, 1915, ze zbiorów Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, nr inw. MJP/52/58/1

Przemarsz artylerii koło dworca kolejowego w Kowlu, 1915, ze zbiorów Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, nr inw. MJP/52/58/4

Pokazuj podpowiedzi