HISTORIA LEGIONÓW

Jaka była rola Józefa Piłsudskiego oraz Legionów w odzyskaniu przez Polskę niepodległości? Czy istnieje jeden punkt widzenia na wydarzenia lat 1914-1918? Na ile sposobów można opowiedzieć tę samą historię?

Zapraszamy do zapoznania się z wielogłosową opowieścią o Legionach. Historie legionowe opowiadają członkowie rodzin, których bliscy walczyli o niepodległość Polski, pamiątki – niemi świadkowie wydarzeń, historycy przy pomocy „pióra” i źródeł oraz fotografie, na których utrwalony został świat widziany oczami legionistów.

Śledź z nami polską drogę do niepodległości. Co miesiąc nowa dawka informacji o wydarzeniach sprzed stu lat!

Historia Legionów powrót

II Brygada przechodzi przez front pod Rarańczą

Kompania szturmowa 2 pułku piechoty Polskiego Korpusu Posiłkowego na Bukowinie. Przy granatniku ppor. Aleksander Józef Stawarz (pomiędzy 1917 a 1918), źródło: E. Quirini, S. Librewski, Ilustrowana kronika Legionów Polskich 1914-1918, Warszawa 1936, s. 189

Legioniści potraktowali postanowienia traktatu brzeskiego zawartego w lutym 1918 r. przez państwa centralne z Ukrainą jako zdradę ze strony Berlina i Wiednia. Nie ograniczyli się do słów protestu. W walce z Austriakami przebili się na drugą stronę frontu.

9 lutego 1918 r. Austro-Węgry i Niemcy zawarły z rządem Ukraińskiej Republiki Ludowej traktat, na mocy którego przekazywały Ukrainie Chełmszczyznę i część Podlasia. W tajnej klauzuli Wiedeń zobowiązywał się ponadto do wyodrębnienia Galicji Wschodniej jako osobnego, autonomicznego kraju koronnego. W zamian za to Ukraińcy mieli dostarczyć w ciągu kliku miesięcy milion ton zboża.

Zawarcie traktatu było szokiem dla społeczeństwa polskiego. Oznaczał on bowiem oderwanie części ziem od proklamowanego w 1916 r. Królestwa Polskiego i zapowiadał pozbawienie władzy Polaków nad Galicją Wschodnią, ze Lwowem włącznie.

Po kilku dniach wieść o traktacie brzeskim dotarła do Polskiego Korpusu Posiłkowego, znajdującego się na froncie austriacko-rosyjskim, na pograniczu Bukowiny i Besarabii. Liczył on wówczas ok. 7500 oficerów i żołnierzy. Zapanował powszechny nastrój buntu przeciw Austriakom. Bano się też rozbrojenia korpusu. Generał Zygmunt Zieliński, dowódca Polskiego Korpusu Posiłkowego, jako honorowe wyjście proponował rozwiązanie go.

Dowódca II Brygady, Józef Haller wydał rozkaz, w którym stwierdzał, że „mamy, jako żołnierze (…) nie tylko cios ten odeprzeć, ale, aby także raz na zawsze utrzymać całość ziem naszych, w których mieszka większość ludności polskiej (…) Wiem, że i siebie i podwładne wasze oddziały przygotowywać będziecie na stanowczą chwilę, gdy przyjdzie nam wiernie wypełnić obowiązek żołnierski”.

Do jeszcze większego rozpalenia się emocji przyczynił się ks. Józef Panaś, kapelan legionowy. 13 lutego w Mamaesti (Mamajowicach),  po mszy (niektórzy wspominają, że było to podczas nabożeństwa) za zmarłego kilka dni wcześniej majora Włodzimierza Mężyńskiego, powiedział, że „jego serce pod wpływem okropnych gromów walących w naszą ojczyznę nie wytrzymało”. Ks. Panaś wezwał oficerów i żołnierzy do złożenia przysięgi wiernej służby dla Polski i demonstracyjnie zerwał z katafalku pruskie i niemieckie ordery. Wiktor Brumer wspominał: „Nabożeństwo żałobne za spokój duszy śp. Majora Mężyńskiego (…) zmieniło się w potężną manifestację uczuć narodowych. Podobno nigdy jeszcze tak z głębi duszy nie śpiewano »Roty« Konopnickiej jak dzisiaj”.  Pieśń idealne trafiała w nastroje, głosiła bowiem: „Nie rzucim ziemi skąd nasz ród”. [W. Brumer, Na tym urywa się pamiętnik, w: Garść wspomnień o Rarańczy, Warszawa 1938]

14 lutego odbyło się zebranie oficerskie w Mamajowicach. Padały różne propozycje, m.in. przejścia do Rumunii lub marszu do Galicji w celu wywołania tam powstania. Największe poparcie zyskał pomysł przedarcia się przez linię frontu, na stronę rosyjską i połączenie się z I Korpusem Polskim. Agitował za tym kpt Roman Górecki, a poparł go w „płomiennych słowach” – jak wspominał Mieczysław Kantor-Mirski – por. Mieczysław Boruta-Spiechowicz (zasłynie kilka miesięcy później jako obrońca Lwowa). Na ten plan zgodził się brygadier Haller

Generał Zieliński, dowódca Polskiego Korpusu Posiłkowego, będąc legalistą, wiernym przysiędze żołnierskiej, nie zgodził się przyłączyć do spisku, został więc aresztowany przez buntujących się oficerów. Ale ten lubiany przez legionistów dowódca, sercem był jednak z nimi. Pilnującego go oficera zapytał z troską: „A macie wy pieniądze, konie, żywność, a przede wszystkim amunicję?” [T. Malinowski, Za kratami więzień i drutami obozów, t.2, Warszawa 1928] Roman Górecki wspominał: „Dnia 15 lutego przed i po południu gorączkowa praca i ruch panował wśród legionistów. Intendentura korpusu pobrała w ostatnim momencie z magazynów austriackich ekwipunek, a szczególnie buty, które żołnierze w dniu wymarszu otrzymywali. Pobrano również i rozdano żołnierzom racje rezerwowe, a wreszcie w ostatniej już chwili pobrano w austriackiej kasie operacyjnej dotacje w wysokości kilku milionów koron”. [Przejście II Brygady pod Rarańczą, w: "Panteon Polski", nr 18, 1925]

Wymarsz w kierunku linii frontu miał nastąpić pod pozorem nocnych ćwiczeń. Rozpoczął się 15 lutego około godziny 18.00. Kolumnę wojska otwierała kompania szturmowa 2 pp. (żołnierze nosili hełmy) za nią 2 pułk piechoty 1 pułk artylerii, 3 pułk, tabory, zakłady tyłowe, a pochód zamykała kompania szturmowa 3pp. Było mroźno. Jeden z legionistów wspominał: „Zawieja śnieżna zadaje istne tortury objuczonemu piechurowi Nastrój morowy, rozmawiamy cicho, od czasu do czasu słychać tylko szczęk kolby – bagnetu. Tysiączne rzesze stalowych hełmów budzą lęk, kroczą dumnie, zamrażają czoła żołnierskie”. [S. Kurek, Rarańcza, Chełm 1931]

Obalano słupy telegraficzne i przecinano druty, ale Austriacy dowiedzieli się o ruchu oddziałów legionowych i ich zamiarach. Próbowali zablokować drogę. Natknąwszy się na jeden z oddziałów austriackich por. Boruta Spiechowcz strzelił do austriackiego oficera zatrzymującego Polaków i żądającego wyjaśnień, po czym dał rozkaz swojej kompanii, by ruszyła tyralierą na Austriaków. „Wszystko krzyczy »hurra«. Słychać jęki i krzyki, wszystko strzela bezładnie, słychać wybuchy granatów ręcznych rzucanych przez naszych chłopaków. Austriacy ledwie zdołali dać krótką serię ze swoich ckm-ów, gdy już stały się naszym łupem, ogień tyralierów austriackich milknie równie szybko, jak powstał. Uderzenie nasze jest krótkie, szybkie jak piorun”. [M. Boruta-Spiechowicz, 11 kompania w: Garść wspomnień spod Rarańczy, Warszawa 1938] Dwa bataliony austriackiego 53. Pułku piechoty zostały rozbite przez legionowy 2. Pułk. Trzeci batalion nadciągający od strony Rarańczy spotkał podobny los – został poszatkowany ogniem karabinów maszynowych III batalionu 2 pp. Droga do Rarańczy została otwarta. [M. Kantor-Mirski, Od Rarańczy do Kaniowa. Wspomnienia legionowe z 1918 r., Sosnowiec 1934]

Ale posuwające się wolno tabory, zostały ostrzelane z broni maszynowej oraz artylerii i przechwycone przez Austriaków. Podobny los spotkał pułk artylerii. „Co chwila napływają jednostki legionowe od strony Machali – donoszą nam, że 1 pułk artylerii naszej spóźnił się o godzinę czasu i nie zdążył dołączyć na tyły kolumn piechoty i obok Sadogóry-Machali został osaczony przez austriackiej bataliony szturmowe z Oberszeraut. Po krótkich walkach poddał się”. [S. Kurek, Rarańcza, Chełm 1931]

2 i 3 pułk minęły Rarańczę zmierzając w kierunku linii frontu. Jeden z oddziałów został ostrzelany przez austriacką artylerię. „W piekle ognia, w ulewie żelaza trysnęły strumienie krwi, zażegotały po zamarzniętej ziemi stalowe hełmy spadające z urwanymi głowami, wylatywały w powietrze wraz z kupą ziemi poszarpane ciała legionistów dzierżące jeszcze w stygnących rękach karabin. Z jękiem ludzkim zmieszał się przeraźliwy kwik rannych koni – a tu czyste pole, nigdzie nijakiego schronu – a cofać się nie można, bo z tyłu, od Rarańćzy, posuwa się gęsta tyraliera austriacka – a armaty piekielnie grają. Lecz piechurowi-legioniście niestraszne armaty, które ziejąc ogniem, majaczyły na oddalonym wzgórzu. Rzuciliśmy się ławą w ich stronę, by im pyski pozatykać. Widząc austriaccy artylerzyści szaleńców pędzących wichrem, ze strachu zaprzestają ognia. Pędzimy w ich stronę”. Austriacy ochłonęli i ponowili ostrzał, ale legioniści niepowstrzymanie parli w ich stronę i dopadli armat. [M. Kantor-Mirski, Od Rarańczy do Kaniowa. Wspomnienia legionowe z 1918 r., Sosnowiec 1934]

Nad ranem 16 lutego legioniści przeszli linię frontu. „Szarzeje ledwie, gdy ktoś z gromady, spoconej i szarej, gromady zrastającej się w jakąś całość niepodzielną, gromady, co bezwiednie za ręce się chwyta i jakieś drżenie radosne sobie przedaje, ktoś głosem czystym, trochę nieśmiało intonuje »Rotę«. Pieśń tę podchwytuje nadpływająca brać legionowa, pieśń początkowo cicha – potężnieje. Rozproszona wiara scala się w jedno. Coraz głośniejszy śpiew. To pobudka i hasło zbiórki, to radosny, wolny wolnego Polaka Śpiew”. [M. Boruta-Spiechowicz, 11 kompania w: Garść wspomnień spod Rarańczy, Warszawa 1938]

W boju, w którym zginęło kilkunastu legionistów, przedarło się przez linię frontu ok. 1600 oficerów i szeregowych z Józefem Hallerem na czele. Połączyli się z II Korpusem. 11 maja 1918 roku, już w jego szeregach walczyli z Niemcami pod Kaniowem. Dowódca kompanii kpt. Rudolf Brandys, legionista, widząc, ze jest ona otoczona przez wroga, dysponującego karabinami maszynowymi, rzucił żołnierzy do ataku na bagnety. Odebrali broń nieprzyjacielowi. Kompania została jednak ostatecznie rozbita, a kpt. Brandys odniósł śmiertelną ranę.

II Korpus uległ przewadze Niemców. Ostatnie chwile walki tak opisywał jej uczestnik, Marian Kantor-Mirski: „Niejeden wolał śmierć niż niewolę – ostatni nabój kierował do siebie. W innych miejscach rozgrywały się okropne sceny. Garstka żołnierzy mając tylko goły bagnet w ręce, rzuca się na masy żołdactwa niemieckiego, a siejąc okrutną rzeź, starała się przebić na tyły lub zginąć”.

Był to ostatni bój podczas I wojny światowej, w którym wzięli udział legioniści. Żołnierze II Brygady byli jedynymi w Legionach Polskich, którzy walczyli z armiami wszystkich trzech zaborców.

Bibliografia:

  • W. Brumer, Na tym urywa się pamiętnik, w: Garść wspomnień o Rarańczy, Warszawa 1938
  • M. Boruta-Spiechowicz, 11 kompania w: Garść wspomnień spod Rarańczy, Warszawa 1938
  • M. Kantor-Mirski, Od Rarańczy do Kaniowa. Wspomnienia legionowe z 1918 r., Sosnowiec 1934
  • S. Kurek, Rarańcza, Chełm 1931 r.
  • T. Malinowski, Za kratami więzień i drutami obozów, t.2, Warszawa 1928
  • J. Panaś, Pamiętniki kapelana Legionów Polskich, Lwów 1920
  • Przejście II Brygady pod Rarańczą, w: "Panteon Polski", nr 18, 1925

 

Autor: Tomasz Stańczyk

Grupa internowanych legionistów po bitwie pod Rarańczą (1918), źródło: E. Quirini, S. Librewski, Ilustrowana kronika Legionów Polskich 1914-1918, Warszawa 1936, s. 191.

Położenie II Brygady po przekroczeniu frontu pod Rarańczą, źródło: E. Quirini, S. Librewski, Ilustrowana kronika Legionów Polskich 1914-1918, Warszawa 1936, mapa nr 22

Pokazuj podpowiedzi